Geoblog.pl    vlak    Podróże    Ucieczka do Sarajewa    Singidunum jak feniks z popiołów
Zwiń mapę
2015
04
lut

Singidunum jak feniks z popiołów

 
Serbia
Serbia, Beograd
POPRZEDNIPOWRÓT DO LISTYNASTĘPNY
Przejechano 2745 km
 
Przyjeżdżając do nowego miasta warto być przygotowanym. Znać, przynajmniej w zarysie, jego historię oraz najważniejsze wydarzenia, które je ukształtowały. W przypadku Belgradu nie jest to takie proste: miasto podobno było niszczone i odbudowywane trzydzieści osiem razy, choć niektóre źródła mówią nawet, że czterdzieści pięć razy. W dużym skrócie znajdowało się kolejno w rękach Traków i Scytów, Rzymian, Bizancjum, Hunów, Awarów, Franków, Bułgarów, Węgrów, znów Bizancjum, Serbów, ponownie Węgrów, Turków, Austriaków, jeszcze raz Turków, znów Austriaków, ponownie Turków, by wreszcie na dobre stać się stolicą Serbii, potem Jugosławii, a niedawno znów wyłącznie Serbii. Może lepiej skoncentrować się na Dunaju niż na historii?

Nazwa Singidunum ma genezę celtycką, pojawiła się już na początku III w. p.n.e. i oznaczała prawdopodobnie „gród Singów”. Z 878 roku pochodzi już zapis o Belgradzie, czyli po prostu białym mieście, ten kolor miały mieć ruiny antycznego miasta.

Większość wydarzeń z życia Belgradu zostawiła jakiś ślad w miejscu, od którego i tak każdy zacznie zwiedzanie: Twierdzy Kalemegdan. Ze względu na strategiczne położenie na wzgórzu ponad ujściem Sawy do Dunaju pełniła ona funkcje obronne. Na teren przekształconej już w II połowie XIX wieku w park fortecy najlepiej wejść od strony ulicy Kniazia Michała. Idąc w stronę murów mijam najpierw Pomnik Wdzięczności Francji, autorstwa oczywiście Ivana Meštrovića, tego samego, który wyrzeźbił Grzegorza z Ninu w Splicie i dziesiątki innych rzeźb w byłej Jugosławii. Za co Serbowie byli Francji wdzięczni? Głównie za pomoc w okresie I wojny światowej, pomnik nieprzypadkowo odsłonięto w dwunastą rocznicę jej zakończenia, 11 listopada 1930 roku. W międzywojennej Serbii istniało Towarzystwo Przyjaciół Francji, a wielu serbskich pisarzy kończyło studia nad Sekwaną.

Dalsza droga prowadzi koło Wielkiego Rawelinu, gdzie mieści się skromna galeria, a następnie przez Wewnętrzną Bramę Stambulską zbudowaną przez Turków w XVIII wieku wchodzi się na teren Górnego Zamku. W miejscu dawnej fosy umieszczone są czołgi oraz działa, eksponaty zachęcają do wizyty w pobliskim Muzeum Wojskowym Serbii. Od tej strony została jeszcze jedna jedna brama – Brama Zegarowa, nad którą znajduje się Sahat Kula, czyli Wieża Zegarowa. Jej dzieje pasują do przechodzącego z rąk do rąk Belgradu – budowę zaczęli Austriacy w 1740 roku i zlecili weneckiemu architektowi Andrei Cornaro, który również ją dokończył – pół wieku później już na zlecenie Turków. Mechanizm zegara pochodzi z początku XX wieku, trzeba go nakręcać co dwa tygodnie.

Idąc przez teren Górnego Zamku dochodzi się do Baszty Disdara i Bramy Despoty. Owym despotą (to tytuł dworski w Cesarstwie Bizantyjskim, niekoniecznie sposób sprawowania rządów) był Stefan IV Lazarević, który nakazał budowę murów w I połowie XV wieku. Lazarević, którego upamiętnia też tablica, był niezwykłym władcą – wzmocnił państwo oraz zapewnił mu ekonomiczny rozwój, a jednocześnie zajmował się tłumaczeniem greckiej literatury oraz tworzył poematy. Najbardziej znanym jego dziełem jest „Słowo miłości”, mający formę listu tekst, którego podmiot zwraca się do będącej z nim w konflikcie bliskiej osoby, prawdopodobnie do brata Vuka. Stefan Lazarević w XX wieku został kanonizowany.

Twierdza to doskonały punkt widokowy. Obserwując uchodzącą do Dunaju Sawę oraz pobliską Wielką Wyspę Wojenną można przemoknąć do suchej nitki, jest to bowiem najbardziej deszczowy dzień całego wyjazdu. Na 14-metrowym marmurowym postumencie, jakby również zajęty podziwianiem widoków stoi Zwycięzca, wyrzeźbiony naturalnie przez Mestrovića. Pomnik miał początkowo upamiętniać zwycięstwo serbskie w I wojnie bałkańskiej i być umieszczony w centrum miasta już w 1912 roku, jednak projekt nagiej postaci wzbudził zgorszenie. Ostatecznie rzeźba stanęła na terenie twierdzy w 1928 roku i oprócz zwycięstwa nad Turcją upamiętnia także to nad Austro-Węgrami (w stronę których Zwycięzca spogląda) w I wojnie światowej. Na lewej dłoni postaci siedzi sokół, zaś sam bohater wypatruje na horyzoncie nowych zagrożeń, które pokona dzięki mieczowi trzymanemu w prawej ręce.

Na terenie Górnego Zamku można jeszcze zobaczyć skromną makietę pokazującą, jak wyglądał on w najlepszych czasach oraz turecki grobowiec, w którym w II połowie XVIII wieku spoczął wielki wezyr Izzet Mehmed Pasza, rządca Belgradu, zmarły w 1784 roku. W pobliżu zlokalizowany jest też gmach Instytutu Ochrony Zabytków Miasta Belgradu, mający charakterystyczną, turecką architekturą, co nieco dziwi zważając, że jest to budowla powstała w okresie międzywojennym.

Deszcz pada coraz mocniej, gdy schodzę do zwanej Ružicą (różyczką) cerkwi Narodzenia Bogurodzicy. Cerkiew miała się tu mieścić już w XV wieku, w obecnym budynku przez lata przechowywano broń, a przebudowy na świątynię dokonano w XIX wieku. W okresie międzywojennym była to cerkiew garnizonowa, dlatego wejścia strzegą pomniki rycerza i żołnierza. Pięknego wnętrza ozdobionego ikonami i malowidłami nie można niestety fotografować. Zabronione jest też wiele innych rzeczy, dwujęzyczna tablica informuje m.in. o zakazie trzymania rąk w kieszeniach. Przestrzegania reguł pilnuje siedzącą blisko wejścia staruszka-erynia, nie ryzykuję sprawdzania, jak gorliwie wywiązuje się ona ze swoich zadań.

Dolny Zamek, rozciągający się między Zamkiem Górnym a Sawą pełnił dawniej funkcje podgrodzia, tu skupiało się życie gospodarcze. Zabudowa przekształcona po zajęciu Belgradu przez Turków w 1521 roku niestety nie przetrwała. Po gwarze i handlu nie ma śladu, dziś rośnie tu tylko trawa. Na teren wchodzi się przez bramę Vidin na tyłach ogrodu zoologicznego, by następnie okrążyć Górny Zamek i obejrzeć, choćby z daleka basztę Nebojša zbudowaną w 1460 roku w celu obrony przystani, a wykorzystywaną przez Turków jako więzienie i miejsce tortur. Mijam jeszcze Wielkie Schody i dochodzę do Promenady Sawskiej, gdzie urządzane są czasowe wystawy, po czym wracam do tramwaju, gdzie można nieco przeschnąć.
 
POPRZEDNI
POWRÓT DO LISTY
NASTĘPNY
 
Zdjęcia (31)
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
Komentarze (2)
DODAJ KOMENTARZ
marianka
marianka - 2015-04-19 22:45
Uwielbiam Kalemegdan - kosmos w pigułce!
 
Eugene
Eugene - 2015-04-20 20:44
Burzliwe dzieje miało miasto nad Sawą i Dunajem, a pogoda nie rozpieszcza.
 
 
zwiedził 8% świata (16 państw)
Zasoby: 177 wpisów177 587 komentarzy587 4475 zdjęć4475 0 plików multimedialnych0
 
Moje podróżewięcej
24.03.2015 - 08.03.2016
 
 
03.10.2015 - 03.10.2015