Geoblog.pl    vlak    Podróże    Ucieczka do Sarajewa    Hiragana
Zwiń mapę
2015
22
sty

Hiragana

 
Chorwacja
Chorwacja, Zagreb
POPRZEDNIPOWRÓT DO LISTYNASTĘPNY
Przejechano 848 km
 
Japońskie pismo składa się tak naprawdę z trzech elementów: pochodzących z pisma chińskiego ideogramów kanji, dwóch sylabariuszy (katakany i hiragany, zwanej kiedyś sylabariuszem kobiecym) oraz znaków łacińskich rōmaji. Te komplikacje wynikają z faktu, że Japończycy długo w ogóle nie znali pisma, które zostało opracowane przez uczonych w oparciu o alfabet chiński w czasach dynastii Tang lub nieco wcześniej. Chińskie ideogramy nie obejmują jednak występującej w języku japońskim odmiany, poza tym oba języki różnią się zbyt mocno, by możliwa była prosta adaptacja samych znaków.

Ale o czym to ja miałem…? Ach, tak. Z Budapesztu do Zagrzebia codziennie przez cały rok kursują dwa bezpośrednie pociągi. Bezpośredniość porannego połączenia jest jednak chwilowo nieco kontrowersyjna, ponieważ z powodu modernizacji torowiska na dwóch odcinkach przewóz pasażerów odbywa się zastępczymi autobusami. Oznacza to, że garstka pasażerów taszczących wielkie bagaże musi się przesiąść aż cztery razy. Pod tym względem w szczególnie ciężkiej sytuacji jest drobna chorwacka okularnica, której ogromna waliza jest tylko nieznacznie mniejsza od właścicielki.

Na budapeszteńskim Dworcu Południowym (Déli pályaudvar) pojawiam się nie wiadomo po co już o piątej rano. Odjeżdżający godzinę później IC „Agram” ma tylko dwa wagony – przedziałowy klasy pierwszej i drugiej oraz bezprzedziałowy klasy drugiej. Siadam w tym ostatnim i jest to dobry wybór – wagony Bpmz przewoźnika MÁV-Start są jednymi z najprzestronniejszych, jakimi jechałem, oferując bardzo dużo miejsca na nogi i bagaż. Świtać zaczyna dopiero za Sekesfehervarem. Chwilę za Balatonaliga za oknem powinno chyba pojawić się jezioro, nie widać go jednak, bo całą okolicę szczelnie przykrywa mgła.

Siófok, zwane letnią stolicą Balatonu, słynie z wyborów miss jeziora oraz z festiwalu jajek obchodzonego corocznie w połowie października. W lipcu i sierpniu kurort nie zasypia, tu można się wybawić i wyszaleć, by dopiero potem zająć się wypoczynkiem w spokojniejszych miejscowościach. W styczniu wszystko wygląda inaczej, ale nie mam czasu na analizy, bowiem na przesiadkę do zastępczego autobusu rozkład jazdy przewiduje tylko sześć minut.

Pomagam ogromnej walizce przedostać się do autobusu i w Szántód-Kőröshegy z powrotem do pociągu. Jej właścicielka, Ivana, japonistka i geografka, świeżo upieczona małżonka Japończyka, wraca właśnie po trzech miesiącach z Azji, czym przepraszająco tłumaczy rozmiar bagażu. Uczciwie mówiąc, mój plecak jest tylko nieznacznie lżejszy, choć poręczniejszy w transporcie. W nagrodę otrzymuję japońskie czekoladowe paluszki o smaku… zielonej herbaty oraz kilka godzin interesującej konwersacji.

Korzystam z rzadkiej okazji uzyskania z dobrego źródła informacji na temat kultury japońskiej. Dziewczyna krajem kwitnącej wiśni interesuje się od wczesnej młodości, języka zaczęła się sama uczyć jeszcze w liceum i z widoczną pasją opowiada o górskich miasteczkach wyspy Hokkaido, japońskich słodyczach i przede wszystkim o piśmie.

Przy okazji poznaję kilka chorwackich legend, od których niedaleko już do serbskiego kina. A od serbskiego do rumuńskiego, którym, jak się okazuje, interesuje się nie mniej ode mnie. Rozmawiamy więc o obrazach Cristiana Mungiu, później zaś o innych europejskich filmach spoza głównego nurtu. W ramach promocji kultury polskiej opowiadam o „Rewersie” i „Małych stłuczkach”, szczególnie ten drugi film wzbudza jej duże zainteresowanie.

Tymczasem niemal pusty pociąg posuwa się dalej wzdłuż Balatonu, okryte mgłą jezioro ukazuje się za oknem tylko kilka razy, o zobaczeniu drugiego brzegu nie ma mowy. Czasem spod białych oparów wyłania się zabudowa turystycznych miejscowości. W Balatonfenyves mieści się stacja początkowa jednej z ostatnich kolejek wąskotorowych wciąż będących pod zarządem MÁV. Czternastokilometrową trasą do Somogyszentpál pociągi kursują przez cały rok. W końcu oddalamy się od Balatonu, pędząc przez monotonny krajobraz węgierskich równin. Ostatnim większym miastem na Węgrzech jest Nagykanizsa, gdzie wysiada kilka osób.

Miejsce kolejnej przesiadki nie jest jasne, wyszukiwarka na stronie MÁV podaje, że autobus zastępczy jedzie z Gyékényes do Koprivnicy, ulotki na dworcu Deli mówią o stacji Botovo w Chorwacji. Gdy zbliżamy się do granicy pytam więc węgierskiego konduktora, czy pociąg jedzie bezpośrednio, czy w którymś miejscu trzeba się przesiąść do zastępczego autobusu.
– Tak – odpowiada konduktor i odchodzi. Jest to moja ulubiona odpowiedź na pytanie zawierające różne możliwości. Chyba orientuje się, że mogę nie być usatysfakcjonowany, bo po chwili wraca, by udzielić dokładniejszych wyjaśnień:
– Nie – mówi stanowczo, po czym znika ponownie, by chwilę później pojawić się po raz kolejny dając znak, żeby zostać w pociągu.

Ivana dyskretnie parska śmiechem i sugeruje, żeby mu lepiej nie ufać. Jak się okazuje słusznie. Po kilku minutach postoju na stacji Gyékényes nadciągają funkcjonariusze Straży Granicznej (jest ich dwa-trzy razy tylu, co pasażerów pociągu), a po nich chorwacki kolejarz, który nakazuje przygotować się… do przesiadki do autobusu.

Rzeczywiście po przekroczeniu granicznego mostu na Drawie pociąg staje na stacji Botovo. Przeprawa z 25-kilogramową walizką jest tu szczególnie fascynująca, ponieważ na stacji są perony ziemne, co w praktyce oznacza, że nie ma ich wcale.

Autobus dowozi do Koprivnicy, gdzie czeka już skład do Zagrzebia. Tym razem jest aż sześć przedziałowych wagonów, pasażerów również nie brakuje. Moja interlokutorka z radością zbliża się do końca 44-godzinnej podróży z Tokio przez Londyn i Budapeszt. W stolicy odbiera ją bardzo rozmowny ojciec, który w podziękowaniu za walizkę chce mi postawić obiad. Wykręcam się, ponieważ jak na moje standardy z dalekiej północy byłaby to przesadna wdzięczność i czułbym się niezręcznie, kończy się więc na herbacie.

Na zwiedzanie Zagrzebia przyjdzie czas za kilka dni, najpierw do wykonania są trzy zadania: zakup biletu na kolejną podróż, zdobycie książkowego rozkładu jazdy oraz znalezienie noclegu. Wszystkie zostają zakończone sukcesem.
 
POPRZEDNI
POWRÓT DO LISTY
NASTĘPNY
 
Zdjęcia (9)
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
Komentarze (8)
DODAJ KOMENTARZ
mamaMa
mamaMa - 2015-02-27 20:55
Kończąc czytanie wróciłam do początku, zachłysnęłam się jednocześnie kopalnią tematów tej "zwyczajnej" kolejowej podróży.
Bosko!
A czy paluszki były smaczne?
 
vlak
vlak - 2015-02-28 10:58
Były pyszne ku mojemu niemałemu zdziwieniu :) Połączenie czekolady z zieloną herbatą daje całkiem ciekawy efekt.
 
ap
ap - 2015-02-28 11:20
miłośniku pojazdów szynowych polecam

http://www.gazetakrakowska.pl/quiz/711,czy_rozpoznajesz_ktore_to_miasto,q,t.html
 
pamar
pamar - 2015-03-02 19:01
A ja właśnie przez przypadek odkryłam, że vlak po chorwacku, czesku, słowacku i słoweńsku oznacza pociąg, kolej. Skradłam Twoją tajemnicę ;)
A może nie... bo przecież wszyscy na geoblogu wiedzą o Twojej pasji :)
Czytam dalej :)
 
Eugene
Eugene - 2015-03-02 19:14
Niema to jak plecak w podróży, zawsze jeszcze można pomóc innym pasażerom :)
 
vlak
vlak - 2015-03-02 20:12
@pamar: Ta tajemnica nie była jakoś szczególnie tajemnicza :)
@Eugene: Też jestem od zawsze zdecydowanym zwolennikiem plecaków.
 
tealover
tealover - 2015-06-04 18:09
zgaduję, że jadłeś to ^^
http://sushinoms.com/wp-content/uploads/2013/10/Pocky-midi-Matcha.jpg
a Hokkaido jest moim ulubionym miejscem w Japonii i najchętniej zamieszkałabym tam kiedyś! ;)
 
vlak
vlak - 2015-06-05 10:43
Na moim zdjęciu wyglądają troszkę inaczej, ale możliwe, że to takie same paluszki. To już któraś entuzjastyczna opinia o Hokkaido, coś w tej wyspie musi być...
 
 
zwiedził 8% świata (16 państw)
Zasoby: 177 wpisów177 587 komentarzy587 4475 zdjęć4475 0 plików multimedialnych0
 
Moje podróżewięcej
24.03.2015 - 08.03.2016
 
 
03.10.2015 - 03.10.2015